Zaniechanie medytacji


Czasem pomimo całej naszej chęci, wytrwałości, proces medytacji nie przebiega jak zwykle. Nieustannie pojawiają się coraz to nowe myśli lub męczy nas jeden problem. Może coś nie tak w pracy, może problem w życiu prywatnym. Coś nie daje nam przestać myśleć….

Można się z tym uporać na co najmniej dwa sposoby.

Kilka razy w życiu jeździłem konno, raz z nauczycielem. Opowiadał historię jak poniósł do koń którym wcześniej nie jeździł, zaczął cwałować, nie reagował na żadne ,,bodźce”, próbował go zrzucić. Utrzymał się jednak w siodle, koń zwolnił. Co zrobił jak koń się odrobinę uspokoił? Zaczął go bić? NIE!  Wybrał dużo skuteczniejszą metodę oduczenia konia szaleństw. Zmusił do go maksymalnego wysiłku, galopował wiele kilometrów. Oczywiście, koń z narowistego i dzikiego zwierza zmienił się nagle w potulnego, posłusznego, sympatycznego towarzysza.

Jakie powyższa historia może mieć zastosowanie w praktyce medytacji? Otóż jeśli któregoś dnia nie będziemy mogli się skupić na medytacji, coś będzie nas stale rozpraszać, zaniechajmy na jakiś czas medytację. Weźmy się za prace, coś ciężkiego. Może być praca umysłowa, ale dużo lepsza jest fizyczna. Zróbmy coś na co nigdy nie starcza czasu, albo przeciwnie coś z bieżących obowiązków.  Zmęczmy się, fizycznie, umysłowo, niech boli. Zamiast pracy może być sport. Lepiej przez 30 minut pobiegać niż przez te same 30 minut męczyć się myślami typu ,,powinienem dziś zrobić jeszcze to, a jutro tamto”.

Wtedy można wrócić do medytacji. Zaczynamy wówczas z innego, cichszego poziomu niż ten który dało nam się osiągnąć wcześniej.

Można oczywiście wytrwać, umysł sam się uspokoi ale wg. mnie to trudniejsza metoda. Szczególnie początkujący adepci mogą w takich dniach niepotrzebnie tracić entuzjazm. Jak nie mamy nastroju, czasem warto sobie zrobić grę wstępną, zamiast od razu rezygnować z przyjemności jaka płynie z… praktyki medytacji oczywiście :-)

, , , , ,

  1. Brak komentarzy
(nie będzie publikowany)